• Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
Katarzyna Ziółkowska
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Ostatnie wpisy na blogu
ZnadPlanszy.pl |BLOGI

Make your own kind of gateway

7 października 2013/12 komentarzy/w Blog, Felietony/Autor Katarzyna "Squirrel" Ziółkowska

Gra Roku 2013 – głosowanie. Etap I. Zadaniem Wielce Szanownej Kapituły (do której nie do końca wiem czemu mam zaszczyt należeć już trzeci rok z rzędu) jest wytypowanie gier, które przejdą do Etapu II. Zadanie o tyle nieproste, że przy okazji wskazywania tytułów muszę zabawić się w planszówkowego Kopciuszka i wybrane tytuły podzielić na dwie grupy. Te co powalczą o tytuł Gry Roku i te od Zaawansowanej Gry Roku.

Z częścią tytułów nie ma problemu. Dawno, dawno temu… czy Dixit Jinx to gry łatwe i przyjemne. Nic tylko wciskać je rodzinom ucztującym na trawie czy nudzącym się na przerwach gimnazjalistom. Z częścią mam większy problem i uważnie wczytuje się w wyszczególnione w Jedynie Słusznym Regulaminie wytyczne:

„Celem przyznania tytułu „Gra Roku” jest promocja gier planszowych w społeczeństwie. „Gra Roku” powinna charakteryzować się wysoką jakością wykonania, czytelną instrukcją, powinna rozbudzać zainteresowania potencjalnych nowych graczy dynamicznie rozwijającym się rynkiem gier planszowych oraz zachęcać do wspólnego spędzania czasu w gronie rodziny albo przyjaciół.

Celem przyznania tytułu „Zaawansowana Gra Roku” jest wyróżnienie najciekawszej, złożonej co do zasad, gry planszowej. „Zaawansowana Gra Roku” powinna charakteryzować się podobnymi cechami jak „Gra Roku”, ale akcentować także złożoność, różnorodność i bogactwo zasad nowoczesnych gier planszowych. Nagroda Zaawansowana ma wyróżniać tytuły adresowane do graczy, którzy wymagają od gier większej złożoności zasad oraz bardziej skomplikowanych mechanik niż gry wyróżnione tytułem Gra Roku.”

Prawie, że na samym końcu listy (ah, ty przebiegła alfabetyczna kolejności!) czai się na mnie prawdziwa zagwozdka, mały chichot losu…

I tu taka dygresja (chwilę wytrzymajcie, odchodzę od tematu, ale tak naprawdę tylko po to, by zaraz do niego wrócić). Przy okazji wypełniania ankiety, która posłużyła Veridianie do napisania artykułu o mojej skromnej osobie przegrzebałam stare kalendarze i zapiski by raz na zawsze, ostatecznie i definitywnie rozwiązać niezwykle wręcz palącą kwestię. Z moich notatek leżących na dnie szafy wynikło czarno na białym: moją pierwszą nowoczesną grą planszową była Wojna o Pierścień. Otrzymana przez mieszkającą wtedy w Holandii ciotkę, która znała moją miłość do prozy Tolkiena, szybko stała się ulubioną rozrywką moją i rodzeństwa. Była hitem wśród znajomych z wyjazdu RPG-owego. Zachętą do zapoznania się z artykułami o grach planszowych Ignacego T. w (kupowanym również z RPG-owych względów) Gwiezdnym Piracie. Przyczyną wysupłania pierwszej kasy na pierwszą własną grę. Wirusem, przez który siedzę aktualnie przed komputerem wystukując ten tekst, miast grzecznie zgłębiać niuanse współczesnej medycyny. Koniec dygresji.

Patrząc dalej na  listę gier, które od jakiegoś czasu dzieliłam na lepsze i gorsze (nie uwłaczając), widzę jakże znajomy mi tytuł. Wojna o Pierścień doczekała się w zeszłym roku reedycji a dzięki niej także i polskiego wydania, dzięki czemu ma pełne prawo ubiegać się o Naszą Najwspanialszą Nagrodę. Myślę, myślę. Zapada decyzja.

Mija parę dni i trafiam na ZP na wpisy Orionsa i Tycjana o tzw. „gateway games”. Orions wymienia tytuły dobre do polecenia na początek planszówkowej drogi, zachęca do pozostawiania swoich propozycji w komentarzach, następnie niektóre z proponowanych określając jako jednak „za ciężkie”. Tycjan rusza z odsieczą, przekonując, że stały kanon niczym potwór z Loch Ness, niby jest, ale jednak nie istnieje i wszystko zależy od naszych przyszłych ofiar. Na co Orions dzielnie przytacza przykład z życia, iż nie zawsze jest nam dane swe ofiary poznać, zaś działając naprędce, np. na konwencie planszówkowym, dobrze jest jakiś stały kanon posiadać.

Pamiętając mój niedawny wojno-o-pierścieniowy dylemat zaczynam rozważać temat. Wojna o Pierścień (dokładniej War of the Ring, która z pooklejonymi rogami i niepełnym już zestawem figurek dalej stoi u mnie na półce) ma 22 strony pisanej drobnym maczkiem angielskiej instrukcji. Ogarnęłam ją sama, przy pomocy chłopaka i brata, następnie gwałciliśmy nią kolejnych, również nie mających planszowego zaplecza znajomych. Gdy w następnych latach przywoziliśmy na wakacje kolejne gry okazało się, że oni także mają swoje propozycje, wkręcili się w świat gier szukając sobie własnych tytułów. Ukochany debatując ze mną na temat gdzie WoP zakwalifikować powiedział mi jedno dające do myślenia zdanie „jak ktoś ma lubić gry i grać w gry, to nie ma znaczenia od czego zacznie” (na tej zasadzie uważa, że najlepszym gateway’em jest Caylus:)). Był jednak za umieszczeniem WoP na liście chętnych do Zaawansowanej Gry Roku.

Przypominam sobie wszelkie osobiste doświadczenia, 10 Pionków w barwach Pomarańczowych Koszulek, konwenty z Games Room Team, poznańskie spotkania w Alibi, wieczorki ze znajomymi i rodziną. Była i Agricola dla rodziców z dziećmi, i Pędzące Żółwie dla panów w garniturach. Wyjątki potwierdzające regułę? Może.

Dochodzę do jednego wniosku. Czy to pracując na wszelkiego rodzaju konwentowych eventach, czy próbując namówić na partyjkę niczego jeszcze się niespodziewających (więc być może goszczących już u nas po raz ostatni) znajomych, warto mieć swoje zaplecze, swój kanon gateway games.

Piszę swój, bo chodzi mi nie o konkretne tytuły, ale o takie gry, które umiemy najsprawniej opisać, najlepiej zareklamować i najfajniej wytłumaczyć. Na konwencie, spotkaniu planszówkowych w ogólnym zamieszaniu i zgiełku, będziemy je po wstępnej kwalifikacji targetu metodą „na oko” (rodzinka, studenci metalowcy, babcia z wnukiem, businesswoman…) lub dzięki wrodzonej intuicji (pozory mylą, naprawdę) polecać i zachwalać bez zająknięcia.

Piszę swój, gdyż tłumacząc właśnie takie gry podświadomie przekazujemy klientom nasz entuzjazm. Mały przykład: znane polskie wydawnictwo zatrudniało kiedyś na pokazach urocze hostessy, które uczyły się prezentowanych gier przed pokazami. Po kilku mało udanych eventach przerzuciło się na (trochę już mniej uroczych) graczy, którzy za to z zaangażowaniem, błyskiem w oku (fanatycznym) i wypiekami na twarzy (to od nadciśnienia) zachęcali nieznanych sobie ludzi do zapoznania się z ich hobby.

Piszę swój, gdyż dzięki temu nie muszę Wam polecać żadnych tytułów ;). A na serio – swój, bo moim zdaniem, mogą się w nim znajdować gry dowolne, byle tylko odpowiadały wyżej wymienionym kryteriom – sami zawsze chętnie w nie zagramy, dobrze znamy zasady.

Przewaga osób tłumaczących gry na eventach planszówkowcyh polega na tym, że zwykle przychodzą na nie ludzie, których jednak coś mniej lub bardziej świadomie do grania przyciąga. Jednakże choć tyle mamy różnych gatunków gier, tyle różnych doświadczeń można z nich czerpać, niestety nie każdy człowiek na świecie  polubi planszówki (ale… ale… jak to?!). Nie pomoże najlepiej dobrany gateway. Jak ktoś ma lubić gry i w nie grać, to będzie. Nie zniechęci 5-godzinna partia w Steama ani dzikie przekrzykiwanie w Uga Buga. Najważniejsze by przekazać swój entuzjazm. Pokazać, że gry są. Warto w nie grać. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nowozarażony z czasem wytworzy swój kanon, z którym ruszy w świat.

 

Na koniec śpiewamy 🙂

Tagi: Gra Roku, Wojna o Pierścień
https://squirrel.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/31/2013/10/IMG20131007_002.jpg 2048 1536 Katarzyna "Squirrel" Ziółkowska http://squirrel.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/31/2013/06/znadplanszy-squirrel.png Katarzyna "Squirrel" Ziółkowska2013-10-07 21:01:532021-01-16 19:22:57Make your own kind of gateway
https://www.facebook.com/quivienhttp://squirrel.znadplanszy.pl/kontakt/

Katarzyna "Squirrel" Ziółkowska
Podczas chudych studenckich lat odkryłam świetny sposób na przyjemne (choć okazało się, że wcale nie tak łatwe) stałe powiększanie growej kolekcji, pomimo braku środków finansowych. W myśl zasady „gram, więc piszę” pierwsze teksty spłodziłam dla GamesFanatic pod koniec 2008 roku. Od 2009 piszę również dla Świata Gier Planszowych, a wszystko to „jedynie” za dobre słowo czytelników i darmowe pudło (choć też nie zawsze). Podobno czyni mnie to co najmniej frajerem. A nawet psującą rynek kanalią. Zamierzam kontynuować ten zbrodniczy proceder, póki starcza czasu i sił..

Katarzyna Ziółkowska

NAJNOWSZE WPISY

  • Poessenowe granie No.37 grudnia 2013 - 20:36
  • Poessenowe granie No.223 listopada 2013 - 12:17
  • Poessenowe granie No.13 listopada 2013 - 12:35
  • Make your own kind of gateway7 października 2013 - 21:01
  • Call of the Wild, czyli daj jej szansę! daj jej szansę!7 września 2013 - 22:48
  • Z pamiętnika statsiary cz. 1 (ostatnia?)26 lipca 2013 - 22:37
  • (Gry dla) Rodziny się nie wybiera4 lipca 2013 - 23:19
  • Rozpacz felietonisty28 czerwca 2013 - 12:38
  • Gram w to, w co wygrywam, czyli Skinnerem w planszówkę25 czerwca 2013 - 09:10
  • Za całkowitą darmoszkę15 czerwca 2013 - 20:36

Kategorie

  • Blog
  • Felietony
  • Recenzja

Pages

  • Kontakt
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje

Archiwa

  • grudzień 2013 (1)
  • listopad 2013 (2)
  • październik 2013 (1)
  • wrzesień 2013 (1)
  • lipiec 2013 (2)
  • czerwiec 2013 (3)
RSS Feed Logo RSS Feed Logo Subscribeto RSS Feed

ZnadPlanszy.pl

  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
© Copyright - Katarzyna Ziółkowska | ZnadPlanszy.pl
© 2013 ZnadPlanszy.pl Wszystkie prawa zastrzeżone | Serwis stworzony przez T&Y Board Solution - Enfold Theme by Kriesi
  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
Link to: Call of the Wild, czyli daj jej szansę! daj jej szansę! Link to: Call of the Wild, czyli daj jej szansę! daj jej szansę! Call of the Wild, czyli daj jej szansę! daj jej szansę! Link to: Poessenowe granie No.1 Link to: Poessenowe granie No.1 Poessenowe granie No.1
Scroll to top Scroll to top Scroll to top