Poessenowe granie No.2

W moim poprzednim wpisie (Poessenowe granie No.1) podzieliłam się ocenami essenowych nowości wystawionymi przez osoby, które po szybkim wspomożeniu jednego z lepszych sezonowych biznesów oraz akcji „znicz” wylądowały u nas w domu na poesssenowym maratonie. Nie bez  powodu wpis miał numerek pierwszy, bo o to już (a może dopiero, ale ma to też swoje zalety) przedstawiam Wam numer drugi.

Nie są to opisy rozegranych na tamtym spotkaniu partii – wylądowały one w serwisie „konkurencyjnym”, o którym wspominanie tutaj jest podobno faux pas/obciachowe/niepoprawne politycznie i ogólnie złe (niepotrzebne skreślić). Całe szczęście 1-3 listopada nie był moim jedynym planszówkowym weeekendem. Już w następne wolne dni (8-11.11) wylądowałam z kilkoma  innymi graczami w Istebnej.

Uczestnicy wyjazdu skrzętnie zapisywali swoje oceny na wywieszonej w gralni karteczce, którą po powrocie do domu… wsadziłam w bezpieczne i znane tylko sobie już nawet nie sobie miejsce (tak to już jest, zapewne skorzysta z niej tej lub następnej zimy jakaś inna wiewiórka).  Całe szczęścia spora ilość osób była na tyle miła i wyrozumiała, że wypełniła, już po powrocie do domu, wirtualną tabelkę ocen rozegranych gier (trudniej jest taką schować i od razu wylicza średnią!). Co więcej część z tych miłych osób  przysłała mi opisane pokrótce wrażenia z rozgrywek.

 

Lewis & Clark – 6.92/10

Lir 7/10 – Całe szczęście, że nie musiałem czytać instrukcji, a miałem żywego tłumacza, co na pewno przyśpieszyło ogarnięcie gry. Pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne, śliczna plansza, temat nie jest jeszcze wyeksploatowany przez inne gry I co najistotniejsze 😉 gra sprawnie działa. Sam deckbuilding działa poprawnie, a wykorzystywanie pomocy indian też działa. Wielość kart z jakich możemy zbudować talię jest na tyle duża, że spokojnie zapewni przyzwoitą regrywalność. Pomimo, że to euro to temat poprzez grę do mnie przemawia i nie odmówię kolejnej rozgrywki.

Wis  5 /10 –  za ciężka karcianka to dla mnie coś nowego. Potrzebowałbym kilku partii by poznać karty i móc ocenić, czy budowany silnik jest lepszy od tych budowanych przez innych graczy, a aż tak bardzo nie pokochałem tytułu. Możliwość wykupienia/odrzucenia kart przez innych graczy nie sprzyja tworzeniu długofalowych planów.

Squirrel – 7/10 – w Istebnej rozegrałam drugą partię, która wywindowała Lewisa & Clarka do mojej prywatnej czołówki gier z tegorocznego Essen. Ok, może jest to suche, pasjansowe budowanie silniczka, ograniczone losowością generowaną przez pozostałych graczy, ale czy nie o to chodzi w najfajniejszych grach? (Ok, nie o to. No dobra. Przynajmniej nie do końca.) Niestety sporym minusem jest czas rozgrywki (2h na 3 osoby – mam nadzieję, że maleje wraz ze wzrostem doświadczenia graczy) oraz problem z graniem z nowymi osobami (w początkowych rozgrywkach doświadczenie bardzo premiuje).

 

Nations – 7.5/10

Lir – 8/10 – Po kilku rundach rozgrywki ogarnęło mnie zwątpienie. Czyżbym liczył na coś więcej po wszystkich zapowiedziach lub porównanie z TTA działało na niekorzyść? Jednakże już pod koniec gry i w rozmowach tuż po niej uświadomiłem sobie, że ta gra naprawdę jest dobra. Za Nations zdecydowanie przemawia czas rozgrywki krótszy od TTA, proste zasady i co dla części graczy może być wadą, ale moim zdaniem może być plusem to, że przegrana w wojnie nie boli tak dotkliwie jak w TTA. Dobrym pomysłem wydaje się też modyfikowany stopień trudności indywidualny dla każdego z graczy, co pozwoli weteranom czerpać więcej z radości z gry przeciwko nowicjuszom. Podsumowując w TTA gram z przyjemnością, ale już tylko online, za to Nations chętnie rozłożę i zasiądę do gry w 3-4 osoby.

Wis – 8 /10 – pretendent do tronu zajmowanego przez TTA. Tronu nie zajmie, ale z pewnością na jednej partii nie poprzestanę, ze względu na sentyment do gier cywilizacyjnych. Zanosi się na to, że ścieżka militarna może okazać się nieopłacalna, co mocno zuboży grę. Jeśli tak się nie stanie, dobra ocena się utrzyma.

Squirrel – 8/10 – Niestety rozegrałam tylko połowę 4-osobowej partii. Choć podobieństwo do królowej gier cywilizacyjnych jest na pierwszy rzut oka ogromne, sama rozgrywka szybko to weryfikuje. Zdecydowanie co innego jest w Nations ważne, inne miałam ogólne odczucie całej rozgrywki. Graliśmy wersję ze wszystkimi kartami er – z każdego decku na stół wychodziła ok. połowa z nich, co może być zarówno urozmaiceniem, jak i przekleństwem rozgrywki. W efekcie Through the Ages może spać spokojnie. Przynajmniej do czasu gdy już się nagram w Nations.

 

Tzolkin: Kalendarz Majów – Plemiona i Przepowiednie – 7.83/10

Lir  – 7,5/10 – Jest to dodatek, który moim zdaniem powinien być integralną częścią samej gry. Plemiona z specjalnymi zdolnościami i różnorodne proroctwa powodują, że choć sama rozgrywka nie będzie diametralnie inna od podstawki to posmak różnorodności jest wyczuwalny. Dodatek zawiera również zestaw dla 5 gracza, ale czy na pewno to jest takie konieczne? Osobiście z chęcią z niego zrezygnowałbym i zapłaciłbym trochę więcej by dodatek znalazł się w pudełku podstawowym. Podsumowując:  dodatek spowodował, że przychylniejszym wzrokiem zerkam w kierunku Tzolkina i dla tych co już wydali pieniądze na podstawkę oraz lubią grę to dodatek może być całkiem niezłym prezentem pod choinkę.

Squirrel – 8/10 – Dojonko. Dobrze, że udane. Zarówno dające każdemu specjalne zdolności Plemiona, czy zwiększające koszt niektórych akcji Przepowiednie wydają się dobrze wyważone. Mogą ułatwić lub utrudnić wybraną strategię, ale nie wymuszają grania w jeden konkretny sposób. Do suchej punktowej sałatki doszły kolejne składniki, które miłośnicy eurosucharków mogą z przyjemnością spałaszować.

 

Armadöra – 6.5/10

Lir – 6,5/10 – Prosta abstrakcyjna gra z doklejoną tematyką fantasy. Gracze starają się otoczyć ” kopalnie złota ” swoimi podopiecznymi i zagarnąć złoto na koniec rozgrywki.  Proste zasady, szybka rozgrywka , możliwość blefu to cechy tej gry.  Może nie będzie to gra na którą wszyscy czekają z wypiekami na twarzy, ale jako gra do plecaka lub jako filler pomiędzy większymi partiami na pewno się przyda.

Wis – 7 / 10 – przyjemny fillerek. Chętnie spróbuję jeszcze rozgrywki niesymetrycznej.

Folko – 6,5/10 – grę zaproponował mi Rafał, jako jego ulubioną 😉 po Essen. Małe pudełko wskazywało na karciankę, czy coś podobnego, a okazało się pełnoprawną planszówką. Jeśli chodzi o wydanie, to wolałbym trochę większy rozmach, większą wygodniejszą planszę czy też żetony, ale to teoretycznie nie jest najważniejsze. Sama rozgrywka była ciekawa, ale pod względem mechanicznym nie było tu nic nowego. Dla mnie Armadora to gra z pogranicza gier logiczno-losowych, i tak na nią patrząc wolałbym wydanie bardziej abstrakcyjne a nie w danej tematyce. Podsumowując dałem jej 6.5 na 10.

Squirrel – 5/10 – połączenie gry logicznej, z elementem walki o przewagi przy pomocy ukrytej informacji. Zwyczajnie nie dla mnie (zdecydowanie nie o to chodzi w najfajniejszych grach).

 

Packet Row 6.13/10

Lir – 6,5/10 – Temat nie porywa, chyba, że ktoś  lubi gry o pakowaniu towarów na statki i wysyłanie ich w świat. To co jednak jest najlepsze to dynamika gry, ciągle coś się dzieje, tury są bardzo szybkie – po prostu nie ma nużącego oczekiwania na naszą turę. Decyzji też całkiem sporo, czy już coś brać z dostępnych , a może poczekać i uda się zagarnąć coś na czym nam bardziej zależy. Z względu na szybkość i prostotę rozgrywki to dla graczy familijnych graczy może okazać się to dobrą propozycją, ciężcy euro gracze raczej tej pozycji nie pokochają.

Folko 6/10  – wow, takie było moje pierwsze wrażenie. Takie banalne zasady, takie sprytne i to wszystko? Okazało się, że to wszystko. To wielka zaleta tej gry, ale też wada. Ta gra jest prosta, ale chyba za prosta. Mam wrażenie, że zagrałbym w nią jeszcze z dwa razy i to tyle. Może się mylę, nie lubię oceniać gry po jednej partii – szczególnie negatywnie – ale takie mam wrażenie. Ocena – 6.

Squirrel – 6/10 – Proste zasady, blef i robienie na złość innym graczom bez bezpośredniej negatywnej interakcji. Do zagrania na zakończenie planszówkowego spotkania, kiedy mózgi już dawno wyparowały przez uszy i kleją się gdzieś do sufitu. Pewnie spodobałaby się moim grającym okazyjnie znajomym.

 

Prosperity – 6.57/10

 Wis – 6/10 – just another euro:). Zaletą proste, eleganckie zasady i niedłużąca się rozgrywka. Mam pewne obawy o regrywalność – nie widziałem niczego, co by różnicowało rozgrywki.

Folko – 7,5/10 – przebudzenie Knizii, takie padały słowa po rozgrywce w Prosperity. Może nie tylko Knizii, bo współautorem jest jego tester Sebastian Bleasdale, ale Knizię w tytule czuć. Z jednej strony zasady są proste, z drugiej dają fajne możliwości. W trakcie rozgrywki nasunęło mi się porównanie z grą, która wypłynęła w ubiegłym roku – Suburbią. Jak się potem okazało nie tylko mi, i jak się okazało zarówno u mnie jak i u kolegi zwycięzcą było Prosperity. W grze jest też minus, który należy się wydawcy, tor punktacji. Kto coś takiego wymyślił?

Squirrel – 6/10 – na wyjeździe zagrałam w Prosperity trzy (!) razy. Niestety nie ma się za bardzo czym chwalić. Sytuacyjnie była to jedyna (w miarę) krótka gra (czas rozgrywki z pudełka – 60 min.) oferująca sensowną ilość kombinowania. Gra ma proste, zgrabne zasady oraz z góry ustalony przebieg wydarzeń – trochę jak w Agricoli wiemy co wyjdzie w danym etapie, ale nie wiadomo w jakiej kolejności. Losowość wyklucza jednak dokładne długofalowe planowanie, wymuszając bardziej optymalizację i dostosowywanie się do sytuacji. Nie czuję potrzeby grać ponownie.

 

Pathfinder Adventure Card Game – 6.25/10

Wis – 6 / 10 – powinno mi się bardziej podobać. Zdarza mi się grać w co-opy, grałem w rpg i lubię fantasy, jednak mechanika „pociągnij zdarzenie, zagraj karty, rzuć kośćmi – i tak przez całą grę” jakoś mnie nie porwała. Prawdopodobnie jest lepiej w trybie kampanii, do której gra wydaje się być dedykowana – więcej decyzji i ważniejsza rola deck-buildingu.

 

Bruges – 6.3/10

Folko – 6,5/10 – w Bruges zagrałem jeszcze dzień przed wyjazdem, wtedy gdy większość była już w Istebnej, więc trochę zaliczam ją do wyjazdu 😉 Jeśli chodzi o gry Felda, to można zauważyć strasznych miłośników jego twórczości i tych drugich, którzy nie przepadają za jego grami. Ja należę do trzeciej kategorii, której podobno nie ma 😉 Cenię go za kilka tytułów, z chęcią zawsze zagram w jego nowe gry, ale prawie żadna mnie nie porwała, a jeśli już to podobają mi się inne niż większości graczy. I tak najbardziej lubię Strasburg i Lunę, a nie W roku Smoka 😉 Bruges dla mnie osobiście należy do przeciętnych gier. Jak to u Felda, wszystko działało, ale nic w tej grze mnie nie porwało (może poza ładnymi kartami ;)). Jak mnie ktoś zaprosi do rozgrywki to nie ucieknę, ale szukać tej gry też nie będę. Po jednej partii daję jej 6.5.

 

Nauticus – 7.25/10

Folko – 7,5/10 – jak większość wie, lubię Kramera, lubię też spółkę Kramer-Kiesling. W tym roku wyszły dwie ich gry, bardziej zainteresowany byłem Gluck Auf, ale ta do Istebnej nie dotarła. Nauticus wydawał mi się grą podobnej ciężkości co ubiegłoroczny Palaces of Carrara, a miałem ochotę na coś cięższego. Po jednej rozgrywce wydaje mi się że jest to cięższy tytuł, niewiele ale jednak. Jak zwykle w grach tej pary mechanika jest elegancka i przejrzysta, wydaje mi się że bardzo istotna jest tu optymalizacja ruchów. Chwilowo oceniam grę na 7.5, ale po kolejnej partii mogę ocenę zmienić, tylko jeszcze nie wiem w którym kierunku 😉

 

Ugo – 5.67/10

Folko – 7/10 – filler wyjazdu. Ładnie wydana, prosta gra o braniu lew, w którą się świetnie bawiłem. Jak to z większością takich karcianek bywa jest losowa, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Z chęcią bym jeszcze w nią zagrał, tylko czy będzie okazja? Na razie daję jej 7.

Squirrel – 6/10 – Lubię gry ze zbieraniem lew. Ta może nie jest jakaś wyjątkowa, ale grało się przyjemnie. Na pewno do zagrania ponownie.

*galeria – znajdź niepasujący element

Tyle jeśli chodzi o opisy żywych graczy, reszta to już tylko numerki i czysta, excelowa matematyka (całą tabelkę ocen widać po kliknięciu na zdjęcie). Bardzo cieszy mnie wysoka ocena Caverny (7.63/10). Agricola należy do mojego top 3 gier (czyt. gier, które lubię najbardziej… i w które nie gram, bo statsuje nowości).  Na wyjeździe udało mi się dwukrotnie usiąść do Caverny i będę aktywnie wypatrywać kolejnych rozgrywek. Martwi mnie trochę stała pula budynków (zamiast losowych małych usprawnień i pomocników), która mało motywuje do różnorodnych strategii w kolejnych rozgrywkach. Gdyby nie wrodzona ciekawość to wydaję się, że (o ile pozostali gracze nic z tym nie zrobią) możną grę w grę jechać na tym samym combo.

Wysoką średnią ocen zarobiło też Russian Railroads (7.25/10), w które grałam jeszcze w domu. Moja pierwsza partia wyglądała dość dziwnie – pierwsze ruchy graczy w każdej kolejce wyglądały zawsze tak samo (inżynier, dwa kasy, kolejność). Pojawiły się też głosy o zbyt dużym znaczeniu rozwoju pierwszego toru (podobno nie da się nabić tyle punktów idąc wyłącznie w drugą i trzecią linię). Z pewnością musze zagrać kolejny raz, prawdopodobnie z innymi ludźmi, by wyrobić sobie o rosyjskich ciuchciach lepszą opinię.

Choć zdania są podzielone osobiście bardzo przyjemnie gra mi się w Spyrium (6.5/10). Do Caylusa mu oczywiście daleko, właściwie to nawet nie ta sama kategoria. Gra ma jednak zgrabne reguły i przystępny czas rozgrywki.  Dla mnie wypełnie podobną lukę co Prosperity – proste, szybkie euro, troche z czasów gdy projektowanie gier z czasem rozgrywki >1,5 h było, mówiąc ogólnie, mało mądrym posunięciem (myślę, że nie jest zbiegiem okoliczności, iż oba te tytuły wydało Ystari).

Wyjazd do Istebnej okazał się udany pod wieloma względami, zaś niecały tydzień później znów miałam okazję wyżyć się planszówkowo, tym razem na drugim końcu Polski. Zapraszam na Poessenowe granie No.3 i opisy gier rozegranych 16-17 listopada w essenowej sali Festiwalu GRAMY w Gdyni.